Wczoraj zmarł były dyktator Chile - Augusto José Ramón Pinochet Ugarte. Jest o tym troszkę głośno, więc to chyba dobry moment na złożenie takiego topiku.
Co sądzicie o tej postaci - był kimś pozytywnym czy wręcz przeciwnie? Część osób uważa go za wielkiego człowieka który uchronił Chile przed staniem się Kubą-bis i przy okazji twórcę wielkiego sukcesu gospodarczemu, dzięki któremu obecnie Chile jest krajem o chyba najwyższym standardzie życia na kontynencie. Inni zwracają uwagę że za jego rządów zostało zabitych bądź zniknęło ponad 3 tysiące ludzi, a tortury były na porządku dziennym.
Zresztą tę różnice zdań widać najwyraźniej dziś, kiedy jedni po Pinochecie płaczą a inni cieszą się jego śmiercią.
Zapraszam do dyskusji o tym jak postrzegacie Augusto Pinocheta.
który uchronił Chile przed staniem się Kubą-bis i przy okazji twórcę wielkiego sukcesu gospodarczemu, dzięki któremu obecnie Chile jest krajem o chyba najwyższym standardzie życia na kontynencie
Ja się z tym zgadzam. To są niewątpliwe zasługi Pinocheta. Mimo to wiem, że za jego rządów dochodziło do brutalnego łamania praw człowieka, chociaż nie wiadomo, czy podawana liczba 3 tysięcy ofiar jest prawdziwa, a jeśli tak, to nie wiadomo, ile z tych osób to byli zwykli, niewinni ludzie będący przypadkowymi ofiarami, a ile z tych osób to byli faktyczni marksiści, odpowiedzialni za rujnowanie gospodarki itp. Czytałem gdzieś, że ci, którzy go pozwali do sądu, są socjalistami i nie można ich traktować jako obiektywnych świadków. Ale szczegółów nie znam.
Do Pinocheta mam podobny stosunek jak do generała Franco - za świętego ani za ideał go nie uważam, bo na pewno miał swoje na sumieniu, ale na pewno był patriotą i idealistą.
_________________ "Ekstremizm w obronie wolności nie jest występkiem. Umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości nie jest cnotą."
Karl Hess
"Ci sami, którzy są odpowiedzialni za najbardziej brutalne systemy ucisku jakie pamięta ludzkość, którzy głosili narodom złowieszczą ideologie marksistowskiego socjalizmu, dziś roszczą sobie prawo do bycia moimi sędziami" Augusto Pinochet
Nie jestem historykiem, ani znawcą historii Chile, tak też nie mnie wyrokować. Aczkolwiek ja widzę to tak: ci sami ludzie, którzy krzyczą o 3 tys. ofiar zabitych przez gen. Pinocheta, tańczą w koszulkach Che Guevary - zbrodniarza, który zabił ok. 2 tys. niewinnych ludzi Z WŁASNEGO PISTOLETU. Myślę, że to obrazowe porównanie jest najlepszym komentarzem dyktatury Generała. Chile stała w obliczu socjalizmu, biedy i kryzysu gospodarczego - Pinochet naprawił gospodarkę, uczynił z Chile kraj o najszybszym tempie wzrostu na kontynencie; odsunął zagrożenie komunizmu; na końcu przywrócił demokrację.
Bernard Gui napisał/a:
Do Pinocheta mam podobny stosunek jak do generała Franco - za świętego ani za ideał go nie uważam, bo na pewno miał swoje na sumieniu, ale na pewno był patriotą i idealistą.
W niedzielę, 10 grudnia 2006 roku w szpitalu w stolicy Chile, Santiago, zmarł generał August Józef Ramón Pinochet Ugarte - jeden z niewielu ludzi w XX wieku, który zwycięsko stawił czoła komunizmowi.
Tydzień wcześniej cały świat obiegła informacja o liście, który Generał napisał z okazji swoich 91. urodzin. Gazety pełne były informacji o tym, że Pinochet bierze na siebie pełną odpowiedzialność za cały okres swoich 17-letnich rządów, pomijając jednak najważniejsze fragmenty. Zupełnie bez echa przeszły zatem słowa, w których Generał pisze o tym, w jaki sposób traktowany jest przez przeciwników politycznych:
"U kresu mego życia, mimo zmęczenia, niezrozumienia i niesprawiedliwości, których doświadczyłem, chcę powiedzieć, że nawet w obliczu coraz większych przeciwności, w duchu nigdy nie będę czuł się pokonany.
Stałem się podmiotem okropnych i tchórzliwych polityczno-prawnych manipulacji, które w sensie moralnym nic nie znaczą. (…) Jestem całkowicie niewinny wszystkich przestępstw i działań, które mi przypisywano. Obawiam się jednakowoż, że ci, którzy mi to czynią, nigdy nie będą w stanie pogodzić się z prawdą. Nigdy nie pragnąłem niczyjej śmierci i odczuwam serdeczny ból na myśl o wszystkich Chilijczykach, którzy stracili na przestrzeni tych lat swoje życie.
Nad wszystkie inne rzeczy kocham Chile i nawet najbardziej bolesne okoliczności nie powstrzymają mnie przed powtarzaniem z oddali, choćby i tysiące razy, z całą siłą mojej duszy: Viva Chile! Niech żyje Chile".
Tymi słowami żegnał się ze światem człowiek, który powstrzymał komunizm w czasie, gdy wydawało się, że nic już go w stanie nie jest zatrzymać. Co więcej, Pinochet powstrzymał komunistów w kraju, w którym doszli oni do władzy w demokratyczny sposób i dopiero po objęciu władzy zaczęli łamać konstytucję oraz prawa człowieka.
Właśnie prawa człowieka, rzekomo łamane podczas 17-letnich rządów wojskowych stały się powodem, dla którego parlament Chile wezwał wojsko do ochrony konstytucji przed socjalistami z prezydentem Salvadorem Allende na czele. Dokonany przez wojskowych przewrót uchronił Chile przed łamaniem tychże praw człowieka, które nie schodzą z ust marksistów. Za udaremnienie próby zbudowania socjalistycznego porządku Generał stał się najbardziej znienawidzonym człowiekiem Prawicy na świecie.
- Dlaczego właśnie chilijski Generał stał się ucieleśnieniem wszelkiego zła? Ponieważ mu się udało. Udaremnił rewolucję i postawił kraj na nogi. W latach 70. ub. wieku zanosiło się na to, że Chile będzie pierwszym krajem, w którym marksiści zdobyli władzę dzięki wyborom, a nie przemocy i w którym dokonają zmiany ustroju. Generał Pinochet te nadzieje udaremnił. Wbrew lewicowej propagandzie nie zniszczył demokracji, lecz ją uratował, na prośbę parlamentu zresztą. Trzy tygodnie przed zamachem stanu parlament oskarżył bowiem Allende o łamanie konstytucji i poprosił wojsko, aby stanęło na straży porządku. Generał posłuchał, a następnie wyprowadził Chile z biedy i zacofania gospodarczego. Wielu innych wojskowych i - krwawych - dyktatorów w Ameryce Łacińskiej nie może się poszczycić takimi osiągnięciami. Czy ktoś zna nazwiska generałów, którzy rządzili w Brazylii, Argentynie czy Peru? No właśnie. A tam też były ofiary, może nawet większe niż w Chile. Ale generałom w Argentynie się nie udało, niewiele osiągnęli, podobnie jak dowódcy tylu innych wojskowych rad ocalenia narodowego. Lewica pragnęła odwetu nie tylko za rok 1973, ale i za jego sukces. Dlatego właśnie cała światowa lewica postawiła sobie za cel go "osądzić" - mówi "NCz!" Wojciech Klewiec, iberysta, autor książki pt. "Proces pokazowy. Oskarżony Augusto Pinochet".
Lewica nie zdążyła osądzić Generała, mimo że chwytała się wszelkich metod. Jak nie udało się Go postawić przed sądem za operacje wojskowe, to znowuż okazywało się, że nie płacił podatków i rzekomo ma na prywatnych kontach niebotyczne kwoty pieniędzy. Generał do końca swoich dni powtarzał, że wszystkie zarzuty wobec niego są czynione z nienawiści przez ludzi, którzy nie mogą przeżyć, że powstrzymał on w Chile budowę komunizmu.
Dość napisać, że zaraz po przejęciu władzy we wrześniu 1973 roku Pinochet dokonał nie tylko reprywatyzacji mienia znacjonalizowanego przez Allende, ale zaprosił też do Chile prof. Miltona Friedmana, aby razem ze swoimi "Chicago Boys" pomógł stanąć gospodarce na nogi, co ten uczynił. Dzięki przeprowadzonym wówczas reformom wolnorynkowym gospodarka chilijska do dziś jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek kontynentu. Za czasów Pinocheta prof. Józef Piñera przeprowadził również reformę emerytalną, całkowicie prywatyzując system ubezpieczeń. Efekt tego jest taki, że dziś przeciętny emeryt chilijski ma się znacznie lepiej niż emeryt w Argentynie, Brazylii czy Polsce, gdzie składki emerytalne są zwyczajnie rozkradane. Warto w tym miejscu podkreślić, że na ten krok nie zdecydowali się nawet lady Małgorzata Thatcher ani Ronald Reagan.
Fakt, że za czasów rządów Generała Pinocheta Chilijczycy nie uciekali na tratwach choćby do sąsiednich krajów, jak to miało i ma do dziś miejsce np. na Kubie, lewicy oczywiście nie przekonuje, bo nawet jeśli muszą uznać sukces gospodarczy tego kraju, to zaraz wyciąga sprawę rzekomych tortur, łamania praw człowieka, morderstw.
Prawda o rządach junty jest też taka, że w czasie 17 lat rządów wojskowych zginęło ok. 3300 ludzi, z czego niemal połowa z rąk lewackich bojówek, które mordowały niewinnych cywili. Jak miała postępować władza wojskowa z ludźmi, którzy mordowali bezbronnych Chilijczyków? O tym się nie mówi, wspominając o rządach junty.
Los, jaki spotkał Augusta Pinocheta, był i jest haniebny. Stawiano i stawia się go w jednym szeregu obok Hitlera, Stalina, Mao. Dla ludzi, którzy polityką się nie interesują, nazwisko Pinochet, jeśli już z czymś się kojarzy, to co najwyżej z okrucieństwem, tyranią, masowymi mordami, zdradą. Taki wizerunek z pełną premedytacją budowany przez światową lewicę kreował z Pinocheta kogoś, o kim mówi się z odrazą, pogardą i nienawiścią. A cóż takiego Pinochet miał wspólnego z Hitlerem lub Stalinem? To już Salwatorowi Allende bliżej do tych "wybitnych" socjalistycznych przywódców. Jeśli już chcemy Generała z kimś porównywać, to raczej z gen.Franco, na którego pogrzeb Pinochet udał się z jedyną podróżą do Europy w ciągu całego okresu swoich rządów.
Zresztą zarzut lewicy stawiający Pinocheta w gronie dyktatorów jest nietrafiony. Cóż to bowiem za dyktator, który oddaje się pod osąd społeczeństwa i przegrywając plebiscyt o przedłużenie na kolejne osiem lat mandatu prezydenckiego oddaje dobrowolnie, bez wystrzału, władzę? Zresztą forma plebiscytu była w Chile rządzonym przez Pinocheta popularna. Pierwszy plebiscyt odbył się w 1978 roku, gdzie 78 proc. Chilijczyków poparło rządy Generała. W 1980 roku w demokratycznym głosowaniu głosami 67 proc. obywateli przyjęto konstytucję zaproponowaną przez Pinocheta.
Włodzimierz Bukowski powiedział kiedyś o Pinochecie, że ta postać budzi w nim mieszane uczucia. "Nie można jednak sądzić Generała za pewne czyny, gdy przywódcy lewicy, odpowiedzialni za czyny podobne lub gorsze, nie tylko nie ponoszą kary, ale przyjmowani w świecie niczym bohaterowie". Z kolei lady Małgorzata Thatcher w swojej ostatniej książce pt. "Statecraft" poświęciła Generałowi cały rozdział, pisząc m.in. o zasługach, jakie Wielka Brytania powinna żywić za pomoc, jaką niosło wojsko chilijskie podczas wojny o Falklandy. "Czułam i czuję ogromną wdzięczność wobec Pinocheta i Chilijczyków za pomoc, jakiej nam wtedy udzielili i dlatego, gdy Generał znalazł się w kłopotach, czułam, że muszę mu pomóc. Nie tylko z sentymentu, ale także ze względu na rację stanu i reputację Wielkiej Brytanii, która temu człowiekowi tyle zawdzięcza. Podobnie jak sami Chilijczycy".
Generał Pinochet całe swoje życie poświęcił dla Chile i dla Kościoła. W dniu, w którym ukończył Akademię Wojskową, poszedł do Kościoła, aby prosić o łaskę Matkę Bożą. Dokładnie 50 lat po tym wydarzeniu, 7 września 1986 roku komuniści przeprowadzili nieudany zamach na Jego życie. Pociski, zamiast w serce Generała, trafiły w szybę jego samochodu. Rysy na szkle ułożyły się w wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Pinochet, wspominając to wydarzenie, mówił, że to właśnie Matka Boża uratowała jego życie. Teraz, po śmierci będzie Go prowadzić do życia wiecznego.
Dla nas, Prawicy, Pinochet powinien zostać w pamięci jako człowiek-symbol zwycięstwa nad komunizmem. Viva Chile, viva Pinochet!
_________________ "Od wariata różni mnie tylko to,
że nim nie jestem" Salvador Dali
"Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!"
Mimo wszystko zaznaczyłam "raczej negatywna". Doceniam zasługi w obaleniu rządów marksistowskich. Był to pierwszy przypadek, że rząd komunistyczny raz ustanowiony został obalony. W latach 70-tych komunizm parł zwycięsko do przodu i wydawało się, że nic tego nie może zmienić. Nie może jednak być nazwany pozytywnym czy nawet "raczej pozytywnym" ktoś kto odpowiada z śmierć czy tortury. Myślę, że słuszny skądinąd cel obalenia rządu komunistycznego czy komunizującego można było osiągnąć bez tak drastycznych środków.
Nie podobało mi się natomiast aresztowanie Pinocheta w Anglii w sytuacji gdy inni, dużo gorsi zbrodniarze jeżdżą po świecie, przemawiają na Forum ONZ itp.
_________________ Czemu musimy się nawzajem karykaturować poza granice śmiechu i zrozumienia, aż do bólu, zawodu i konfliktu lojalności?
Myślę, że słuszny skądinąd cel obalenia rządu komunistycznego czy komunizującego można było osiągnąć bez tak drastycznych środków.
Tak przy okazji, to nie wiem, czy wiesz, ale Pinochet, zanim przystąpił do działań zbrojnych, trzykrotnie wzywał marksistowskiego prezydenta Allende, żeby uciekł za granicę i podstawił mu nawet samolot. Jednak Allende odmówił i rozkazał gwardii pałacowej otworzyć ogień, na co Pinochet i jego wojska odpowiedziały ogniem. Tak więc to Allende spowodował, że przewrót wiązał się z ofiarami śmiertelnymi.
_________________ "Ekstremizm w obronie wolności nie jest występkiem. Umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości nie jest cnotą."
Karl Hess
Podaje się że zamordował 3 tyś ludzi ale nikt nie mówi że była to partyzantka komunistyczna, gwałcąca, rabująca i niszcząca wsie. Komuniści do końca się nie poddali i obowiązkiem rządu było wytłuc bandytów.
Skazą na jego władzy były ostatnie lata, zmienił politykę i zaczął przechylać się na lewą stronę, dlatego stracił władzę.
Dowodem że nie był dyktatorem jest to że sam zrezygnował z urzędu, nie doprowadzając do wojny domowej
Podaje się że zamordował 3 tyś ludzi ale nikt nie mówi że była to partyzantka komunistyczna
To może wydawać się nieprawdopodobne, ale naukowcy stwierdzili, że komuniści też ludzie - też uwierzyć w to nie mogę.
Ciężko jest powiedzieć wprost czy był pozytywną czy negatywną postacią. Odpowiada za zamordowanie 3 tys. osób, ale zapobiegł komunizmowi w swoim kraju. Nie rozpętywał wojny i nie wałczył dla samej walki, a z chęci obrony własnego kraju przed "czerwoną zarazą". Dla mnie jako człowiek walczący z komunizmem jest postacią pozytywną, jako osoba odpowiadając za śmierć 3 tys. osób zdecydowanie negatywną.
komuniści tez ludzie ale co innego "opozycja" a co innego zbrojna partyzantka
to jak by powiedzieć że polska we wrześniu 39 zamordowała tak dużo Niemców
Ta partyzantka to zwykli bandyci a nie ludność cywilna, nawet nie wojsko
konwencja genewska mówi jasno można rozstrzelać na miejscu.
A komuniści odpowiadają za śmierć około 20 tyś ludzi w tym wielu z głodu, ale o tym nik nie chce pamiętać
Wywiad z generałem Augusto Pinochetem
Tyran czy wizjoner?
Wywiad z byłym prezydentem Republiki Chilijskiej a obecnie głównodowodzącym Chilijskich Sił Lądowych, gen. Augusto Pinochetem rozmawia Jan M. Fijor.
Jan M. Fijor: Panie generale, większość Chilijczyków wyraża się o panu z ogromnym szacunkiem czy wręcz miłością, uważając pana za Ojca narodu, a mimo to poza granicami Chile kojarzy się pan wciąż z krwawą dyktaturą. W światowych mediach gen. Pinochet uważany jest za tyrana, podczas gdy np. Fidel Castro cieszy się opinią...bohatera.
Gen. Augusto Pinochet: Chile leży na końcu świata, trudniej tu dotrzeć i samemu się przekonać...Nam opinię urabiali uciekinierzy polityczni po przewrocie w 1973 roku. Wyjeżdżali do Europy Zachodniej, do Stanów Zjednoczonych i tam mówili co chcieli. Nikt tego nie kontrolował, nikt nie sprawdzał. Z panem Castro, żeby odpowiedzieć na pytanie do końca, było inaczej, jego przeciwnicy siedzieli w więzieniach i wyjechać z kraju nie mogli. Poza tym, wobec Castro zachodnie, co tu ukrywać, lewicujące media, były życzliwe. W przypadku Chile, gdzie równocześnie z przewrotem doszło do ukrócenia samowoli komunistów, lewica poczuła się rozgoryczona. Proszę pamiętać, że lata 70. to szczyt popularności idei Marksa i Lenina.
JMF: Co dokładnie wydarzyło się we wrześniu 1973 roku?
GAP: Przewrót był nieuniknionym skutkiem chaosu panującego od roku 1970, a więc od momentu objęcia władzy przez Salvatore Allende...
JMF: Ale jednak Allende wybrany został w wyborach demokratycznych.
GAP: Zacznijmy od tego, że Allende nie uzyskał w wyborach prezydenckich większości; otrzymał niewiele ponad jedną trzecią głosów. Prezydentem został z woli Kongresu, który powierzył mu mandat prezydencki.
JMF: Czy to znaczy, że i Kongres miał zapatrywania lewicowe?
GAP: Lewica miała w Kongresie swoich przedstawicieli, ale parlamentu nie dominowała. Zresztą Allende w czasie kampanii wyborczej nie ujawniał wcale swoich prokomunistycznych sympatii. Prezentował się raczej jako polityk umiarkowany, dopiero później, pod wpływem doradców sowieckich i kubańskich odkrył swoje prawdziwe oblicze, doprowadzając kraj do kompletnego rozkładu. W 1972 i 73 roku inflacja dochodziła w Chile do 2.5 proc. dziennie, prawie 1000 proc. rocznie. Szwankował transport, brakowało paliw, surowców, żywności, energii elektrycznej. Było to mniej więcej na dwa tygodnie przed terminem wkroczenia armii do Pałacu "La Moneda". Zatelefonowała do mnie córka, Lucia, miała wtedy dwóch małych chłopców, z rozpaczą w głosie oświadczyła, że nie ma im co dać jeść. Ta, mlekiem i miodem płynąca ziemia przestała rodzić. "Rozentuzjazmowane" grupy związkowców i innych politycznych sojuszników Unidad Popular i Allende, napadały, grabiły, buntowały chłopów i robotników, nakłaniając ich - rzekomo w imię "lepszego jutra" i "nowego ładu" - do strajku powszechnego. Dalsze życie było w takich warunkach niemożliwe. Tym bardziej, że ogarnięty szaleństwem rewolucji Allende nie liczył się z niczym i nikim. Ostatnie dwa lata jego prezydentury, to właściwie rządy dyktatorskie. A tak, ignorował Kongres, podporządkowując go sobie z drastycznym pogwałceniem Konstytucji. Gdybyśmy wtedy nie wkroczyli, Chile przestałoby istnieć jako państwo, a komunistyczna pożoga rozprzestrzeniłaby się na cały kontynent. Rosjanie tylko zacierali ręce. Zapłaciliśmy za to ogromną cenę. Opinia o generale Pinochecie jest tego ilustracją.
JMF: Jaka była cena ratowania Chile?
GAP: Bardzo wysoka!
JMF: Czy zatem, warto było?
GAP: Trudno tu mówić w kategoriach opłacalności. Wystarczy, że zginie chociażby jeden człowiek, to już cena jest zbyt wysoka. Ubolewam nad tym co się stało, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Stanęliśmy przed klasycznym wyborem mniejszego zła; ratowaliśmy kraj, ratowaliśmy byt i przyszłość kilkunastu milionów Chilijczyków. To była obrona konieczna, działanie w obronie własnej.
JMF: Czy głównym celem przewrotu nie było unicestwienie rewolucji komunistycznej?
GAP: Absolutnie nie myśleliśmy w takich kategoriach. Ja jestem żołnierzem, nie politykiem. Służę w armii od wczesnej młodości i szczerze mówiąc w politykę nigdy wcześniej nie angażowałem się. Wypełniałem rozkazy i nakładane na mnie obowiązki, również wtedy, w sierpniu i wrześniu 1973 roku. Dlatego mój przewrót nie był klasycznym, południowoamerykańskim "golpe", kiedy to wojskowy "caudillo" zaprowadza dyktaturę polityczną i niepodzielnie rządzi. W naszym przypadku - bo to było działanie zinstytucjonalizowane - chodziło wyłącznie o ratowanie kraju i jego obywateli.
JMF: Ile osób zginęło w czasie przewrotu wojskowego?
AGP: Różne komisje podają różne liczby. Moim zdaniem najbliższe prawdy są szacunki, mówiące, że w wyniku zamachu stanu w Chile śmierć poniosło ok. 2000 ofiar. Chodzi o wszystkie ofiary - zarówno po stronie terrorystów, lewicy, jak i po stronie sił porządku.
JMF: Czy ci ludzie musieli zginąć?
GAP: Proszę pana, to była normalna, otwarta wojna z elementami "guerilli". Odbywały się regularne potyczki zbrojne pomiędzy zwolennikami lewicy a wojskiem chilijskim. Poza tym porywano ludzi, dokonywano zamachów bombowych, napadów. To nie jest szukanie usprawiedliwienia, to są fakty. Czy pan wie, że kucharz w domu mojej córki, po powrocie z pracy do domu został w bestialski sposób przez "partyzantów" zamordowany. Ja nie twierdzę, że tylko tamta strona była brutalna, bo i siły porządku popełniały okrucieństwa. To było w tamtych okolicznościach nieuniknione. Człowiek jest tylko człowiekiem i w obronie życia może popełnić czyn nieprzyzwoity. Czasem - "przy okazji" - dochodziło do zwykłej zemsty, samosądów, innym razem ludzi zawodziły nerwy, stąd zdarzały się rzeczy odrażające. Przyjmuję na siebie całe odium tej sytuacji, chcę jednak zauważyć, że robiliśmy wszystko, aby do takich zdarzeń nie dochodziło. Gdybyśmy nie dążyli do utrzymania praworządności - proszę mi wierzyć - Chile zmieniłoby się w morze krwi...
JMF: Czy żołnierze mieli rozkaz bezwzględnego eliminowania "lewicy"?
GAP: Żadnych "specjalnych" rozkazów nie było. To nie leży ani w naturze Chilijczyków, ani tym bardziej w charakterze naszych sił zbrojnych. Chile było i jest krajem demokratycznym, przewrót zrobiliśmy z prawdziwym bólem serca. Domagali się tego od nas obywatele, naród chilijski, i to bez względu na ich orientację polityczną. Na kilka miesięcy przed zamachem stanu, nawet życzliwe Allende media, krytykowały armię za bezczynność. W Chile nie dało się żyć.
JMF: W ostatnich dniach listopada czytałem w "El Mercurio" o tajemniczej "kwaterze 29", grobie zbiorowym, w którym znaleziono szczątki stu osób pomordowanych w wyniku przewrotu. Czy pan coś na ten temat wie?
GAP: Konkretnie na temat "kwatery 29" nie, ale zdaję sobie sprawę - już mówiłem - że takie rzeczy się zdarzały. Wojsko, armia nie służy do zabawy lecz do niszczenia wroga, a w razie potrzeby do zabijania go...Każda armia, nie tylko chilijska...Cierpię z tego powodu, cóż jednak mogę zrobić?
JMF: Co było bezpośrednim impulsem do wkroczenia do "La Moneda"?
GAP: Trudno dzisiaj dokładnie powiedzieć. Może właśnie ten telefon od Lucii, że nie ma co dać dzieciom jeść? Takich telefonów mieliśmy tysiące...
JMF: Dlaczego czekaliście do ostatniej chwili?
GAP: Bo nie chcieliśmy tego przewrotu. Ludzie, którzy byli wtedy ze mną blisko wiedzą, jak bardzo tego "golpe" nie chciałem. Uważam przewroty za takie samo zło, jak rewolucję. W Chile, w przeciwieństwie do niektórych krajów Ameryki Łacińskiej, gdzie armie chętnie wkraczają na scenę polityczną, przewrotów wojskowych czy zamachów stanu praktycznie nie było...
JMF: O ile wiem, to był pierwszy i jedyny przewrót wojskowy w dziejach Chile.
GAP: To prawda.
JMF: Próbowaliście komunistów przekonywać?
GAP: Oczywiście. Robiliśmy wszystko, by problem rozwiązać na drodze rokowań, ale Allende działał jak szaleniec. Nic do niego nie docierało. Opanowało go przeświadczenie o misji dziejowej i światowej rewolucji. Utwierdzali go w nim jego kubańscy i sowieccy doradcy, których w sierpniu 1973 roku naliczyliśmy co najmniej 1500. Przestały się dla niego liczyć argumenty logiczne czy patriotyczne. Wiem, bo sam z nim rozmawiałem. Próbowaliśmy mu rewolucję wyperswadować. Nie pomagało. Wojsko chilijskie stało zawsze na straży naszej suwerenności i dumy narodowej, nie mogło zareagować inaczej.
JMF: Pańscy wrogowie twierdzą, że przewrót został wykonany na zlecenie CIA. Innymi słowy, że Amerykanie naciskali na pana, na armię. Wiadomo przecież, że nacjonalizacja i socjalizm nie leżały interesie działających na terenie Chile koncernów takich, jak choćby ITT, General Motors, Anaconda...
GAP: To są opinie wyssane z palca. Absolutna nieprawda. Uważam, że de facto Amerykanie na przewrocie stracili. Nawet gdyby Allende wygrał, koncerny w końcu ułożyłyby się z komunistami na korzystnych dla siebie warunkach. Komuniści zawsze mieli respekt do "wielkiego kapitału". Znamy tego przykłady. My działaliśmy niezależnie, reprezentując wyłącznie interes kraju, stąd wyjątkowo niechętna wobec Chile postawa Stanów Zjednoczonych. Czy pan wie, że embargo na dostawy amerykańskiej broni i części zamiennych do Chile zostało uchylone dopiero kilka miesięcy temu? Wprawdzie po przewrocie traktowaliśmy wszystkich jednakowo, bez względu na to, czy byli Amerykanami, Argentyńczykami czy Szwedami, to dla nikogo nie było tajemnicą, że staraliśmy się stwarzać preferencje dla kapitału rodzimego, chilijskiego. Jeśli ktoś na przewrocie skorzystał, to właśnie Chilijczycy.
JMF: Pańscy wrogowie twierdzą też, że obalenie Allende pozbawiło ubogich Chilijczyków nadziei na lepsze jutro i nabiło kabzę krajowej arystokracji i politykom.
GAP: Są to twierdzenia absolutnie bezpodstawne. Jeśli już brałem czyjąś stronę, to właśnie ubogich. Dawałem tego dowody na każdym kroku. Zdawałem sobie bowiem sprawę, że bogaci dadzą sobie radę sami. Wiedziałem, że jeśli poprawi się masom, rewolucyjna gorączka opadnie. I nie omyliłem się. Wystarczy spytać przeciętnego Chilijczyka jak, w wyniku rządów wojskowych, zmieniło się jego życie. Pozostawiłem kraj kwitnący, w prospericie, która nie ominęła żadnej grupy społecznej. Liczby mówią same za siebie. Eksport - w latach 1973 - 1987 - wzrósł czterokrotnie, przy równoczesnym spadku o połowę wypływów z wywozu miedzi. Wzrost produkcji rolnej wyniósł w tym czasie ponad 500 proc. Dochód narodowy wzrastał w tempie prawie 10 proc. rocznie. Proszę się zastanowić, czy takie wyniki byłyby możliwe w warunkach krwawej tyranii, działającej w interesie grup uprzywilejowanych? Przed rokiem 1970 prawie 43 proc. Chilijczyków żyło na skraju nędzy, w 10 lat później było ich 20 proc. Zwiększyła się aktywność, zaniedbywanych dotychczas na rzecz stolicy, prowincji (regiones); ich udział w dochodzie narodowy wzrósł o ponad 150 proc. Te wszystkie procesy trwają nadal. Nie było to więc tylko działanie doraźne bądź wymuszone, na rozkaz czy pod wpływem strachu. To był proces, który przeniósł mój kraj z wieku XIX w XXI stulecie. Wprowadziliśmy Chile na drogę reform nie mających precedensu nie tylko w krajach Ameryki Łacińskiej. Wierzę, że zgodnie z opracowanym dwadzieścia lat temu planem "Chile 2010", właśnie w 2010 roku, w dwusetną rocznicę powstania republiki, wejdziemy do grona państw rozwiniętych. W 1995 roku, po raz pierwszy w historii dochód narodowy Chile w przeliczeniu na głowę mieszkańca przekroczył poziom tak bogatych krajów, jak Wenezuela, Argentyna czy Brazylia.
JMF: Dlaczego wobec tych wszystkich zasług chilijski Kościół wystąpił przeciwko panu?
GAP: Ubolewam nad tym, jestem przecież praktykującym katolikiem i całe życie starałem się postępować jak katolik. Wprawdzie nie cała hierarchia nas potępiała, ale faktem jest, że większość duchownych wystąpiła przeciwko mnie. Dlaczego? To był okres triumfów "teologii wyzwolenia", wielu księży pracujących wśród ubogich domagało się zmian. Szansę "lepszego jutra" widzieli właśnie w rewolucji. Uważali może, że ja również reprezentuję "stary porządek". Trzeba było czasu, żeby zmienili zdanie.
JMF: W którym momencie zdecydował się pan na drastyczne reformy systemowe?
GAP: Niedługo po zamachu stanu. Wiedziałem, że przyczyną całego zła była przestarzała, zacofana struktura społeczna; zbyt duże państwo, koncentracja władzy w rękach praktycznie tylko jednej grupy społecznej, nędza będąca tego konsekwencją, niskie tempo wrostu gospodarczego, analfabetyzm i wiele innych bolączek, które przeniesiono jeszcze z ubiegłego stulecia. Od lat próbowano system zreformować, jednakże bez większych sukcesów. Jedna grupa uprzywilejowana zastępowała drugą. Czułem, że oto nadarzyła się okazja do zmian, ale - przyznaję - nie wiedziałem jak do nich doprowadzić. Całe życie byłem tylko żołnierzem. Politykiem stałem się niemal w przeddzień przewrotu. I nagle olśnienie; wiedziałem, że od wielu lat na Universidad Catolica de Chile działa silna grupa wykształconych w USA ekonomistów, mądrych, światłych ludzi, którzy nie mieli dotychczas okazji wykazania się. Zwróciłem się do nich. Powstała grupa konsultacyjna, do której zaprosiłem przedstawicieli wszelkich ugrupowań społecznych i politycznych. Komunistów, którzy byli zdelegalizowani, wprawdzie nie, ale przedstawicieli lewicy także.
JMF: Nie bali się?
GAP: Nie wiem, w każdym razie brali udział w pracach komitetu d/s reformy. Chciałbym zaznaczyć, że w wyniku przewrotu zawiesiliśmy tylko działalność Kongresu; rząd i sądownictwo były wciąż niezależne. Nie była to więc "klasyczna" dyktatura.
JMF: Na czym polegały pańskie reformy?
GAP: Na tym, że powierzyłem decyzje ludziom mądrym, wykształconym, niezależnym i patriotom. Dałem im wolną rękę. Wiedziałem, że reforma jest konieczna, a oni potrafili ją wdrożyć w życie. Dobrzy ekonomiści z reguły wiedzą, co jest dla gospodarki, dla kraju i jego obywateli korzystne. Problem z politykami, którzy w obawie - nazwijmy to po imieniu - o władzę niechętnie z doświadczeń ekonomistów korzystają. Ja się nie bałem, przeciwnie, zachęcałem ich, popierałem, broniłem...
JMF: Przed kim?
GAP: Mieliśmy przeciwników; ja miałem, reforma miała.
JMF: Kogo?
GAP: Cały dotychczasowy establishment, który wiedział, że reforma oznacza koniec epoki przywilejów. Bez zerwania z przeszłością, z monopolem jednej grupy, bez prywatyzacji, wolnego rynku, reformy ubezpieczeń emerytalnych, bez stworzenia konkurencji postęp nie byłby możliwy. Mam dużą satysfakcję widząc, że naszą drogą podąża Argentyna, Brazylia czy nawet maleńki Salwador. Zamiast być pochodnią rewolucji, od której spłonęłaby cała Ameryka Łacińska, stajemy się pochodnią pokoju, postępu i wolności, bez których nasze sukcesy nie byłyby możliwe.
JMF: W kontekście wydarzeń z września 1973 pańskie ostatnie zdanie brzmi dość propagandowo...
GAP: Jest to jednak szczera prawda. Bez wolności nie ma sukcesu. Wiedziałem o tym już wtedy, wkraczając 24 lata temu do pałacu "La Moneda". Dlatego zaraz po przewrocie zajęliśmy się pracami nad Konstytucją, która - choć została zatwierdzona oficjalnie we wrześniu 1980 roku - gotowa była już w 1978 roku. Zapisaliśmy w niej termin referendum w sprawie zakończenia stanu wyjątkowego i przekazania władzy cywilom. Oddanie władzy w 1989 roku i wolne wybory prezydenckie odbyły się dokładnie tak, jak to zostało zapisane w Konstytucji.
JMF: Czy to była Konstytucja generała Pinocheta?
GAP: Niezupełnie, ale nie ukrywam, że miałem na jej kształt duży wpływ. Dlatego właśnie tak świadomie samoograniczyłem w niej swoją władzę.
JMF: Nawet pańscy zwolennicy uważają, że oddanie władzy cywilom nastąpiło za późno, że gdyby zrezygnował pan dwa lata wcześniej, w 1987 roku, nikt by dzisiaj nie miał do pana pretensji.
GAP: Bardzo możliwe. Jestem przecież tylko człowiekiem i, jak każdy zjadacz chleba, popełniam błędy. Przygotowując zaraz po przewrocie Konstytucję, w której m.in. zapisany był termin mojego odejścia od władzy, nie przypuszczałem, że porządek zapanuje tak szybko i nastąpi tak pomyślny dla kraju rozwój wypadków. Tym bardziej, że tuż po przewrocie sytuacja nie wyglądała różowo. Zaraz po zamachu gospodarka nieco się unormowała, inflacja spadła do 50 proc., ale rozpoczął się "kryzysu energetyczny". Ceny ropy naftowej, paliw wzrosły pięciokrotnie. Równocześnie drastycznie spadła na światowych rynkach cena miedzi i wzrosła cena dolara. Bojkotowano nas, oprotestowywano, izolowano, wstrzymano praktycznie inwestycje zagraniczne, nie było więc łatwo. Jakby i tego było mało, Argentyna wypowiedziała nam wojnę. Potrzeba było wtedy wiele wyobraźni, by uwierzyć w powodzenie reform i zdecydować się na taką właśnie, ze wszechmiar demokratyczną, Konstytucję.
JMF: Kiedy był pan już przekonany, że reforma Pinocheta się powiodła?
GAP: Na początku lat 80. - mimo iż w 1981 roku pojawił się kolejny kryzys energetyczny - widać już było wyraźnie, że kraj jest na dobrej drodze. I od tego momentu Chile kwitnie, stając się krajem reform modelowych dla całego świata.
JMF: Dlatego właśnie zdecydował się pan na ogłoszenie amnestii w 1984 roku?
GAP: Między innymi dlatego.
JMF: Czy miewał pan jakieś kontakty z Polską, z Polakami?
GAP: Oczywiście! Przecież papież jest Polakiem. To wspaniały, wielki człowiek, miałem okazję poznać Go 10 lat temu, gdy odwiedził nasz kraj. Od wielu lat moja rodzina przyjaźni się z o. Brunonem Rychłowskim, polskim salezjaninem, rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Chile. Nie sposób nie wymienić Ignacego Domeyki, który kładł podwaliny pod chilijską państwowość, naukę i przemysł. W Chile żyje kilkuset potomków Domeyki, w tym jego wnuczka. Polacy to wielki, odważny i bohaterski naród, świat wiele wam zawdzięcza.
JMF: Co pan teraz robi?
GAP: Pracuję, jestem dowódcą armii lądowej. 17 marca 1998 roku przechodzę na emeryturę. Marzę o tym, będę mieć wreszcie czas dla żony, dla rodziny, będę mógł się pobawić z prawnukami...
JMF: A jak się pan czuje?
GAP: Doskonale. Jestem w dobrym zdrowiu, śpię spokojnie, sumienie mam czyste. A to co zrobiłem, osądzi Bóg.
JMF: Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia z okazji nadchodzących urodzin (25 listopada 1997 roku gen. Augusto Pinochet ukończył 82 lata - przyp. JMF)
_________________ "Od wariata różni mnie tylko to,
że nim nie jestem" Salvador Dali
"Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!"
Dołączył: 06 Wrz 2006 Posty: 745 Skąd: Soviet Union
Wysłany: 2007-02-25, 21:52
Ofiary oczywiście były, Pinochet nie był kryształowy, lecz jak to powiedział komisarz Krimm - niewinnie rządzić się nie da. Nie wiem skąd są informacje o dziesiątkach tysięcy. Oficjalne dane mówią o 3196 ofiarach, w tym żołnierzy Pinocheta i lewackich sabotażystów, którzy zginęli w trakcie puczu. Ogólnie to w tym, co czytałem liczba ofiar zawsze wynosi coś pomiędzy trzema a czterema tysiącami.
W każdym bądź razie, lepsze te kilka tysięcy niż drugi Wienam pod rządami Allende. Jak wiemy z historii, rządy i przewroty komunistów zawsze sięgały rzędu dziesiątek tysięcy...
Pinocheta popierały tak wielkie osoby, jak Ronald Reagen, Margaret Thatcher i Jan Paweł II.
Gdy w '98 roku bezpodstawnie uwięziono Pinocheta, Jan Paweł II był jednym z pierwszych, którzy zaapelowali o jego uniwiennienie.
Pinocheta musimy oceniać w kontekście czasów w których żył i licząc się z tym, że w historii nie ma jasno określone co jest białe, a co jest czarne. Większość rzeczy ma różne odcienie szarości, lecz im bardziej na lewo, to tym bardziej szary przechodzi w czerń. Idąc na prawą krawędź, kolor także będzie czernieć, lecz nie w takim stopniu.
Współpracownicy Pinocheta będą sądzeni we Francji Siedemnastu byłych chilijskich wojskowych będzie sądzonych zaocznie we Francji - poinformowała sędzia śledcza Sophie Clement. Są oni zamieszani w sprawę zaginięcia w Chile czterech francuskich obywateli za czasów rządów junty generała Augusto Pinocheta w pierwszej połowie lat 70.
Proces oskarżonych rozpocznie się przed sądem w Paryżu najwcześniej w 2008 roku. Będzie to pierwszy proces przedstawicieli junty chilijskiej prowadzony poza granicami kraju. Będą oni sądzeni za "bezprawne aresztowania i zatrzymania bez zgody władz konstytucyjnych, w okolicznościach obciążających w postaci aktów tortur lub barbarzyństwa".
Wcześniej francuska prokuratura domagała się też postawienia przez sądem byłego dyktatora Chile Augusto Pinocheta, lecz zarówno on, jak i generał sił lądowych Javier Secundo Emilio Palacios Ruhmann, który prowadził atak na pałac prezydencki la Moneda we wrześniu 1973 roku, już nie żyją.
Francuskie ofiary chilijskiej dyktatury to Georges Klein Pipper - osobisty lekarz byłego prezydenta Chile Salvadora Allende, który zginął w czasie wojskowego zamachu stanu przeprowadzonego przez siły Pinocheta 11 września 1973 roku, Etienne Presle - ksiądz aresztowany 19 września 1973 oraz dwaj członkowie rewolucyjnej lewicy (MIR): Alphonse Chanfreau aresztowany 30 lipca 1974 roku i Jean-Yves Claudet-Fernandez aresztowany 1 listopada 1975 roku.
Wśród osób, które zostały oskarżone, są m.in. założyciel tajnej policji Pinocheta (DINA) Manuel Contreras, obywatel niemiecki ścigany w swej ojczyźnie za ciężkie przestępstwa na podłożu pedofilskim Paul Schaefer i słynny ze szczególnego okrucieństwa agent DINA, Miguel Krasnoff. (reb)
Żałosne, już abstrahując nawet od tego, że taki Castro umiera z przejedzenia, a przedstawiciele Korei jeżdżą sobie po świecie i jeszcze dyktują warunki.
_________________ "Od wariata różni mnie tylko to,
że nim nie jestem" Salvador Dali
"Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!"
Ale jak można sądzić kogoś za coś co wydarzyło się w innym kraju? No rozumiem Wojnę Światową albo takie rzeczy jak ludobójstwo, no ale ci Francuzi sami pojechali do Chile w takim okresie czasu. Czy ktoś sądzi żołnierzy po wojnie, że wykonywali rozkazy i zabijali wrogów?
To trochę inna sytuacja, ale fakt jest jeden. Chile jest najlepiej rozwiniętym krajem w Ameryce Południowej, najbardziej demokratycznym i państwem prawa. Nie opłaca sie układać z nimi ani USA ani Europie, lepiej ułożyć się z innymi krajami które trzymane są w rękach dyktatorów. Ni wiem o co chodzi Francji, no wiemy że mają zapędy komunistyczne, no niech będzie lewicowe, może to jakaś zemsta, bo wątpię aby chodziło o jakiś ludzi sprzed ponad 30 lat.
W wyniku dyskusji o Pinochecie m.in. na forum historycy.org zmieniłem zdanie na jego temat. Już nie postrzegam go tak pozytywnie, jak kiedyś.
Dezz napisał/a:
twórcę wielkiego sukcesu gospodarczemu, dzięki któremu obecnie Chile jest krajem o chyba najwyższym standardzie życia na kontynencie.
Chile co prawda jest najbogatszym krajem Ameryki Południowej, ale nie można zapominać o tym, że pod koniec rządów Pinocheta wcale nie było tak różowo z gospodarką Chile:
http://en.wikipedia.org/w...ta_LA-Chile.png
Procent społeczeństwa żyjącego poniżej progu ubóstwa w Chile w 1987 roku: 46% (2007: kilkanaście procent).
Bezrobocie w latach 1982-85: 28% (2007: koło 6%).
Inflacja w 1989: 21,4% (2007: 8%)
Zadłużenie zagraniczne Chile w 1989: Ponad 50% PKB
Procent chronicznie niedożywionego społeczeństwa w 1989 roku: Prawie 10% (dziś 4%).
Oraz że Pinochet nie był aż takim liberałem gospodarczym, jakim chcą go widzieć niektórzy. Przykładowo cały przemysł miedziowy już znacjonalizowany postał państwowy pod rządami Pinocheta, który wcale nie tak mało zakładów pozostawił państwowymi, a część nawet ponownie znacjonalizował po 1982 roku (wielki kryzys w Chile). A państwowa oświata i służba zdrowia jak najbardziej istniały za czasów Pinocheta.
Poza tym, zastanawiające jest, że liczba ofiar reżimu Pinocheta wynosi ponad 3 tysiące, a żaden z czołowych marksistowskich polityków chilijskich nie był jedną z tych ofiar. Allende popełnił samobójstwo. Żaden z jego najbliższych współpracowników ani członków administracji nie padł ofiarą reżimu Pinocheta ani nie został osądzony w latach 1973-1990.
Co do zacytowanego przez Hail Caesara wywiadu z Fijorem, to w sumie dziwi mnie, że zwolennik szkoły austriackiej może być obrońcą Pinocheta, który był zwolennikiem szkoły chicagowskiej. "Austriacy" podkreślają, że szkoła austriacka i chicagowska są od siebie wbrew pozorom różne.
Dis napisał/a:
Był to pierwszy przypadek, że rząd komunistyczny raz ustanowiony został obalony.
Akurat to nie jest prawda. W 1966 został obalony marksistowski reżim Kwame Nkrumaha w Ghanie, a w 1968 obalony został komunistyczny dyktator Mali, Modibo Keita. Nie wspominając już o tym, że już w 1919 powstały i upadły komunistyczne państwa w Bawarii na Węgrzech.
_________________ "Ekstremizm w obronie wolności nie jest występkiem. Umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości nie jest cnotą."
Karl Hess
Akurat to nie jest prawda. W 1966 został obalony marksistowski reżim Kwame Nkrumaha w Ghanie, a w 1968 obalony został komunistyczny dyktator Mali, Modibo Keita. Nie wspominając już o tym, że już w 1919 powstały i upadły komunistyczne państwa w Bawarii na Węgrzech.
Akurat na Węgrzech i w Bawarii dyktatura bolszewicka została obalona w wyniku inwazji obcych wojsk, a nie tak jak w Chile (czy później w Polsce) siłami danego narodu.
_________________ "Człowiek wystarczająco szczęśliwy by urodzić się Irlandczykiem jest wystarczająco szczęśliwym człowiekiem" - irlandzkie powiedzenie.
Kiedy Irlandczyk chce porozmawiać z kimś jak równy z równym - to rozmawia z Wszechmocnym
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum